• Wojciech Podgórski

Delikatny powiew normalności

Na 15 maja czekało wielu z nas. Nareszcie część obostrzeń została poluzowana i mogliśmy poczuć się jak za starych, dobrych i „normalnych” czasów. Choć do zapomnienia o pandemii jeszcze daleka droga, to nie trudno było zauważyć, ile osób czekało na to majowe światełko w tunelu.


Źródło: Pixabay.com

Już w piątkowy wieczór, 14 maja, po internecie krążyły filmiki, na których równo o północy ludzie zrzucali maseczki, a właściciele restauracji i pubów otwierali ogródki dla klientów. Można się śmiać z tego wyczekiwania, które przypominało niemalże sylwestrową noc, ale trudno też się dziwić takim reakcjom. Właściwie już teraz łatwo zauważyć, że codzienne życie w Warszawie wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu. Przyczynami takiego stanu rzeczy są oczywiście szczepienia, które objęły już wszystkie chętne osoby, a co za tym idzie – znacznie mniejsze dzienne liczby zakażeń koronawirusem. Co prawda pandemia już nam pokazała, że przedwczesne ogłaszanie triumfu nad nią może być bardzo złudne, ale powód do radości na pewno mamy.


Trudno powiedzieć, czego brakowało nam najbardziej. Jednak najwięcej osób ucieszyło się chyba z faktu, że 15 maja nareszcie mogliśmy wyjść z domu bez maseczki na twarzy. Co prawda dalej obowiązują one w zamkniętych przestrzeniach, a więc w sklepach, urzędach, kościołach czy komunikacji miejskiej, ale wyjście nawet na zwykły spacer nagle stało się znacznie przyjemniejsze. Szczególnie, że tego samego dnia wreszcie została otwarta także gastronomia zewnętrzna. Z limitami osób i zwiększonymi, półtorametrowymi odstępami między stolikami, ale to już niewielkie niedogodności w porównaniu z tym, co musieliśmy znosić w ostatnim czasie. Nic dziwnego więc, że restauracyjne ogródki natychmiast zapełniły się klientami, a w tych bardziej popularnych znalezienie wolnego miejsca przez długi czas graniczyło z cudem. Ale nie da się ukryć, że takiego otwarcia potrzebowali zarówno klienci, jak i właściciele restauracji oraz pubów.


Na tym jednak luzowanie obostrzeń 15 maja się nie zakończyło. Tego samego dnia otwarto kina i teatry na świeżym powietrzu (przy obłożeniu do 50 proc. miejsc), umożliwiono korzystanie z obiektów sportowych (do 25 proc. publiczności) oraz zwiększono limity osób w komunikacji miejskiej. Swoją działalność wznowiły także domy i ośrodki kultury, prowadzące działalność na świeżym powietrzu. A więc każdy mógł sobie wybrać swoje „ulubione poluzowane obostrzenie” i przekonać się, co straciliśmy przez pandemię. Niezadowolona była jedynie zapewne część uczniów, bowiem w tym samym czasie wprowadzono ponownie naukę hybrydową (czyli połączenie zajęć internetowych ze stacjonarnymi) w klasach I-VIII. Jednak nawet młodzież nie powinna długo narzekać (a może nawet się ucieszą, że wreszcie zobaczą kolegów i koleżanki?), bowiem do wakacji już wcale nie jest daleko.


Oczywiście tydzień później, a więc 21 maja, ponownie część obostrzeń została ograniczona. Mogliśmy m.in. wrócić do sali kinowej, teatru, filharmonii czy ośrodków kultury (choć wciąż w tych placówkach obowiązuje reżim sanitarny), ale chyba to przede wszystkim sceny z 15 maja zostaną w naszych głowach. Będzie to pewna przesada, i oby rzeczywistość kolejny raz nie zweryfikowała brutalnie naszych marzeń, ale aż chce się zakrzyknąć: Szanowni Państwo, 15 maja skończyła się w Polsce pandemia COVID-19. Oby tym razem nie powróciła.


Źródło:

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,173952,27076090,luzowanie-obostrzen-co-zmienia-sie-