top of page

Dino w Wilanowie: między estetyką a funkcjonalnością

Pierwszy warszawski sklep sieci Dino powstaje w jednej z najdroższych dzielnic stolicy. Zwykła inwestycja w sklep spożywczy stała się symbolem szerszego sporu o wygląd miasta, klasowe napięcia i to, co naprawdę znaczy „lokalna społeczność”.



„Kurnik” w Królewskim Wilanowie

Wilanów — dzielnica, którą warszawiacy kojarzą z ciszą, zielenią i elegancką zabudową. Tu, przy ulicy Sytej, ruszyła budowa pierwszego w stolicy sklepu sieci Dino Polska. Dla inwestora to strategiczny krok: wejście do Warszawy po latach ekspansji w mniejszych miastach.

Dla mieszkańców — powód do niepokoju.


W internecie pojawiły się petycje, protesty i memy. Wiele osób krytykuje estetykę budynku, nazywając go „kurnikiem” i „blaszakiem niepasującym do willowego otoczenia”. Inni obawiają się hałasu, wzmożonego ruchu ciężarówek i utraty „kameralnego charakteru” dzielnicy.

—Nie jesteśmy przeciwko handlowi, ale chcemy, by to miejsce wyglądało godnie. Dino może być, ale niech się dostosuje — mówi pani Marta, mieszkanka Zawad.


Decyzja władz: formalnie wszystko w porządku

Pomimo licznych petycji i skarg, wojewoda mazowiecki utrzymał pozwolenie na budowę. Według urzędników inwestycja nie narusza przepisów prawa budowlanego ani miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.


Dino ma więc zielone światło. Budowa ruszyła pełną parą w czerwcu 2025 roku, a otwarcie planowane jest na przełom 2025/2026.

Czym jest Dino Polska?

Dino Polska S.A. to jedna z największych i najszybciej rozwijających się sieci handlowych w kraju. Firma powstała w 1999 roku w Krotoszynie (woj. wielkopolskie), a jej założycielem jest Tomasz Biernacki – przedsiębiorca, który do dziś pozostaje głównym akcjonariuszem (kontroluje ponad 50% akcji).



Według danych giełdowych:

• Dino ma już ponad 2500 sklepów w całej Polsce (stan na 2025 r.),

• zatrudnia ponad 40 000 pracowników,

• jej wartość giełdowa przekracza 60 mld zł, co czyni ją jednym z największych detalistów w Europie Środkowej,

• w 2024 roku osiągnęła przychody przekraczające 28 mld zł, a zysk netto ponad 2 mld zł.


Sieć buduje swoją pozycję na modelu „blisko ludzi” — małe i średnie sklepy spożywcze zlokalizowane w mniejszych miejscowościach, często w pobliżu domów jednorodzinnych. Charakterystyczne jest to, że Dino stawia na polski kapitał i produkty krajowych dostawców — w tym wyroby mięsne z własnych zakładów Agro-Rydzyna.

Dla wielu Polaków to symbol rodzimego sukcesu gospodarczego — firmy, która powstała „z niczego”, z dala od międzynarodowych korporacji, i rozwinęła się w giganta notowanego na GPW.


Właśnie dlatego wejście Dino do Warszawy ma wymiar symboliczny: to nie tylko nowy sklep, lecz także krok w stronę „urbanizacji” marki, która do tej pory kojarzyła się z Polską lokalną i prowincjonalną.



Sieć Dino to dziś jedna z największych polskich firm prywatnych, rywalizująca z globalnymi gigantami jak Biedronka (Jerónimo Martins) czy Lidl (Schwarz Group). Jej siła tkwi w lokalności — sklepy powstają głównie w małych miejscowościach, a oferta opiera się na polskich produktach i własnej sieci dostaw. Dino to symbol sukcesu polskiego kapitału: firma z Krotoszyna stała się giełdowym gigantem, a jej założyciel – jednym z najbogatszych Polaków.


Warszawa kontra prowincja

Wejście Dino do Wilanowa budzi duże emocje. Dla wielu warszawiaków to nie tylko kwestia estetyki, lecz także zderzenie dwóch światów.

W komentarzach w mediach społecznościowych widać podziały:

• część mieszkańców Wilanowa chce chronić charakter dzielnicy,

• inni wskazują, że protest ma klasowy ton – sprzeciw wobec dyskontu w ekskluzywnej okolicy.

Socjolożka dr Alicja Żukowska komentuje:

–To nie jest spór o sklep, ale o tożsamość miejsca. Dino stało się symbolem konfliktu między aspiracjami a codziennością. Każda przestrzeń, nawet najbardziej wymagająca, potrzebuje równowagi – również w dostępie do podstawowych usług.”


Dino mogłoby wyglądać inaczej

Wielkie sieci potrafią dostosować się do lokalnego kontekstu:

• McDonald’s w zabytkowej willi w Freeport (USA) zrezygnował z charakterystycznych żółtych łuków, by zachować spójność z otoczeniem.

• Starbucks w Pradze zaprojektował wnętrza w stylu secesyjnym, by wtopić się w historyczną architekturę miasta.

• W Polsce Biedronka przy Rynku Głównym w Krakowie ma stylizowaną elewację i subtelne logo, dopasowane do zabytkowego otoczenia.

• W Peru, w Cuzco, McDonald’s w zabytkowej kamienicy przy Plaza de Armas również zrezygnował z jaskrawego żółtego koloru i dużych szyldów.

• W Paryżu McDonald’s w dzielnicy Marais ma minimalistyczne logo w kolorze białym i ciemnozielonym, aby nie zaburzać estetyki kamienic.

• W Japonii Starbucks w Kioto mieści się w tradycyjnym drewnianym domu machiya i wymaga zdjęcia butów przed wejściem.






Eksperci podpowiadają, że Dino w Wilanowie mogłoby wprowadzić zmiany w podobnym duchu: stonowaną kolorystykę, zielone przesłony, mniejsze szyldy, a nawet ogród deszczowy w otoczeniu parkingu. Na razie jednak inwestor nie zapowiedział korekt projektu.


Co dalej?

Sklep powstanie — to już przesądzone. Ale spór o Dino pozostanie w pamięci Wilanowa na długo.

Dla jednych będzie przestrogą, że prawo budowlane nie chroni przed utratą „klimatu miejsca”. Dla innych — przykładem, że rozwój i nowoczesność nie zawsze muszą oznaczać uniformizację.

Dino w Wilanowie to więcej niż sklep — to lustro, w którym odbija się współczesna Polska: nowoczesna, lokalna, ale wciąż podzielona estetycznie i mentalnie.


Źródła: wawa.pl, Polskie Radio 24, WP Wiadomości,

Business Insider Polska, Architektura Murator, se.pl

Komentarze


bottom of page